Ostatni wtorek obfitował w wiele filozoficznych refleksji Za sprawą nietuzinkowego o. dra Filemona Janka OFM – absolwenta KUL (i nie tylko!) – zgłębiliśmy nasze pojęcie o tematyce filozofii franciszkańskiej. Czy można stwierdzić, że cechuje ją coś więcej niż pokój i dobro oraz franciszkańska radość…? Zdecydowanie tak!
Filozofii franciszkańskiej przyglądaliśmy się głównie z perspektywy św. Bonawentury – franciszkanina i wybitnego filozofa. Okazuje się, że to właśnie średniowiecze było „złotym okresem” teologii, również dzięki licznie wstępującym do zakonu profesorom, którzy czerpali z dorobku myśli filozoficznej i naukowej. Zadawano sobie wówczas pytania, nie tracące swojej aktualności, jak: skąd wszystko wzięło swój początek? Kim ja jestem?
Święty Bonawentura za św. Franciszkiem odpowiada prosto i zwięźle: „Bóg mój i wszystko”. To hasło stawia wyraźnie Boga na pierwszym miejscu i względem Niego hierarchizuje wszelkie inne wartości. Ojciec Filemon zapewnił, że nadal wyodrębnić można podstawowe dwa nurty filozoficzne za Platonem i Arystotelesem, a poglądy i myśl franciszkańska plasują się w nurcie platońskim. Dostrzegamy bowiem ideę uwięzioną w ciele, w które człowiek został strącony przez grzech. Chrystus jednak – jak wynika z Pisma – odkupił nie tylko duszę, ale i ciało, dlatego w nas samych zawarta jest prawdziwa istotowość i niepowtarzalność istoty myślącej, która dąży do dobra.
Tymczasem współczesna rzeczywistość powraca często do odmiennych idei filozoficznych, np. Heraklitowskiego „panta rhei” („wszystko płynie”), które często prowadzą do niebezpiecznego relatywizmu etycznego, pozbawionego autorytetu i istotowości. Ponadto dynamiczny rozwój nauk, wynalazków i świata wirtualnego sprawił, że coraz bardziej człowiek narcystycznie zachwyca się własnym rozumem. Odmiennie od myśli franciszkańskiej, zdaje się człowiekowi, iż jest w stanie poznawczo wyjaśnić i objąć rzeczywistość. Jednak poznanie wymyka się tajemnicy Wcielenia i Zmartwychwstania Chrystusa.
Współczesny trend wskazuje na filozofię podmiotu, w którym akcent kładziony jest na „ja” – także w kontekście wiary. Doświadczenie wiary staje się jej podstawą, nie zaś akt woli. Natomiast zakon franciszkański kieruje się zasadą, w której pierwszy akt musi być aktem miłości, ponieważ kocham – jestem. Boga, którego nie da się poznać, odnajduję w sobie. Dzięki woli, nie dzięki rozumowi. O odpowiedź św. Bonawentura pyta łaskę, pragnienie, nade wszystko – Oblubieńca, a nie naukę i własny rozum.
Po spotkaniu nadal wybrzmiewają w głowach pytania: czy nie za bardzo zaufaliśmy rozumowi? Czy wierzymy, że Bóg jest Osobą? Czy nie dostosowujemy teologii moralności do sytuacji? Czy nie zapominamy, że wiara bez uczynków – i to uczynków miłości – jest martwa? Jak podsumowałby święty Bonawentura: „Nie ma prawdziwego poznania bez umiłowania”. Tym właśnie akcentem zostaliśmy zaproszeni do adorowania Boga i zachęceni do głębszego życia w duchowości franciszkańskiej.

Wstecz